2008-04-22 10:50
 Oceń wpis
   
Czytając o nowych propozycjach, dotyczących obowiązku meldunkowego, postanowiłem zaglądnąć nieco do źródeł. I co? Oczom nie wierzę. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że z 2 milionów studiujących osób, przynajmniej 250 tys. powinno zostać ukaranych nawet 500-złotowym mandatem (notabene jest tam także grzywna w kwocie do 5 000 zł).

Powyższe badanie przeprowadziłem sam, dzisiaj rano, opierając się jedynie na liczbie studiujących w Polsce osób, na kodeksie wykroczeń i na feralnej w moim mniemaniu ustawie. Myślę jednak, że te 250 tys. wcale nie stanowi liczby przesadzonej.
Do niedawna sam zresztą zaliczałem się do tego właśnie grona.

Czy studiując znałem kogoś, kto meldowałby się w najmowanym przez 9 miesięcy w roku mieszkaniu?

Owszem.

Zameldowani byli wszyscy Ci, którzy korzystali z tzw. stypednium mieszkaniowego
przyznawanego studentowi "[...] jeżeli codzienny dojazd z miejsca stałego zamieszkania do uczelni uniemożliwiałby mu lub w znacznym stopniu utrudniał studiowanie". Jeżeli ktoś o ów dodatek nie wnosił, nie pamiętam, żeby podczas dyskusji z nim temat meldunku się pojawiał.

Czynność ta, także i w moim mniemaniu zapamiętana została, jako heroiczny czyn, wymagający wiele cierpliwości i uporu. Nierzadko kilkakrotne wycieczki do Urzędu Miasta N. skutecznie odpychały ludzi od tego, żeby otrzymać te kilkadziesiąt złotych miesięcznie.

Sytuacja miała miejsce może trzy, może więcej lat temu. Niemniej wtedy sam postanowiłem podjąć się konfrontacji z urzędem:

Wyprawa pierwsza: numerek, kolejka, okienko i jest... Wniosek odebrany, jednak upływający czas sprawił, że nie udało mi się załatwić wszystkiego za jednym razem.

W domu dokonałem skrzętnego wypełnienia wniosku zostawiając puste tylko jedno pole: podpis właściciela lokalu, którego nie sposób było zdobyć. Ten, mieszkając od lat we Włoszech, przyjeżdżał do Polski jedynie raz w roku, aby rzucić okiem na tych, którzy w kolejnym roku wybrani zostali do "opieki nad mieszkaniem" i podpisać z nim umowę. No, ale to już mały, nic nie znaczący szczegół, wszak studiujący ze mną ówcześnie [John Doe] dwa dni wcześniej przeszedł całą procedurę z powodzeniem. Ja tyle szczęścia nie miałem.

Okazało się, że poświadczenie właściciela musi być. Umowa nie wystarczy. Tłumaczenie, że jest on nieosiągalny także. Czyli czekała mnie jeszcze jedna wycieczka.

Za trzecim razem udało się bez żadnych problemów (sic!), ale cała operacja wystarczająco zniechęciła mnie do ponowienia wycieczki w roku kolejnym.

Nie ja pierwszy i z pewnością nie ostatni doświadczyłem na swojej osobie problemów jakie niesie za sobą w wielu miejscach prosta, wydałoby się, czynność meldunku. Pominę milczeniem jeszcze fakt, że po zameldowaniu, powinienem wymienić dowód osobisty, prawo jazdy, dowód rejestracyjny, powiadomić US, bank i kto wie co jeszcze.

Zdecydowanie prościej bawić się w chowanego.


Ad vocem: ustawa o ewidencji ludności i dowodach osobistych powstała w 1974 roku.
Tagi: biurokracja, prawo, społeczeństwo, urząd, meldunek


2008-04-18 23:50
 Oceń wpis
   
Przed wkroczeniem we właściwą tematykę bloga...

Wiele myśli przetoczyło się przez moją głowę zanim zdecydowałem się na wybór tematu pracy magisterskiej. Katedra Polityki Gospodarczej stwarza duże możliwości manewru, więc to, co pochłania mnie obecnie to zagadnienie reformy emerytalnej; temat, którego wiele (zwłaszcza młodych) osób nie chciałoby poruszać.

Dlaczego właśnie taki temat? Może z racji tego co widzę wokoło siebie. Razi mnie zwłaszcza nieświadomość młodego pokolenia na temat zasad funkcjonowania systemu emerytalnego, świadomości obciążeń, jakie powoduje on dla budżetu, jak również potrzeby spojrzenia na swoją rolę w tymże systemie w długoterminowym horyzoncie. Mało kto, podejmując pierwszą pracę po zakończeniu etapu kształcenia myśli o tym, jak będzie wyglądała jego przyszłość za kilkadziesiąt lat. Na potwierdzenie tego warto rzucić okiem na liczbę osób, które w ramach nagrody za swój (przeważnie) brak zainteresowania pojęciem "emerytura", ZUS przydziela do OFE.

Patrząc na obecną sytuację, w jakiej się znajdujemy, zastanawiam się także co tak naprawdę jest przyczyną tego, że realna wartość emerytur, otrzymywanych przez osoby, które w nadchodzących latach będą kończyły swoją aktywność zawodową będzie coraz niższa. Może coś było nie tak z przekształceniem systemu repartycyjnego na mieszany, repartycyjno-kapitałowy? A może jest tak, że to prawo nie pozwala temu właśnie systemowi na pokazanie swoi zalet?

Obecna sytuacja na rynkach finansowych po raz kolejny wywołała do tablicy temat OFE. Po raz pierwszy bowiem okazało się, że wartość aktywów zgromadzonych w poszczególnych funduszach nie jest balonem, który można bez końca pompować. W efekcie okazało się, że wszyscy bez wyjątku zgadzają się, że istnieją bariery prawne, które w znacznym stopniu ograniczają możliwości inwestycyjne funduszy. Doprowadziły one w konsekwencji do tego, że wiele funduszy inwestycyjnych, zakładających długoterminową strategię alokacji, posiada o wiele bardziej zdywersyfikowane portfele od pracujących na naszą emeryturę funduszy emerytalnych.

Nietrafionym do końca pomysłem wydaje mi się także comiesięczne publikowanie struktury aktywów poszczególnych OFE. W licznych komentarzach nie tylko ja, ale coraz więcej osób zdaje się zauważać idącą coraz dalej tendencję funduszy emerytalnych do typowych "zachowań stadnych", co jest niewątpliwie działaniem niekorzystnie oddziałującym na cały rynek kapitałowy. Patrząc na obecne realia, w tej branży niezbyt korzystne jest zbytnie oddalanie się od innych, zwłaszcza jeżeli informacje na temat działań konkurenta są ogólnodostępne.

Nasuwa mi się jeszcze kilka wątpliwości do postawionego wyżej pytania. Postaram się je zachować na później, bo chciałem zatrzymać się jeszcze na chwilę na kwestii III filaru. Mimo, iż podejście ludzi w tym względzie zaczyna się powoli zmieniać (co, o dziwo obserwuję także wśród mojego pokolenia, urodzonego w latach 80.), to daleko nam jeszcze do modelu praktykowanego w niektórych krajach, w którym obok obowiązkowych instytucji standardem będzie wykupywanie chociażby polisy na życie, będącej jednocześnie inwestycją w przyszłą emeryturę. Choć znam osoby, które regularnie pozwalają sobie na odkładanie miesięcznie kilkuset złotych na ten cel, wielu moich znajomych nie przekonałoby się do tego pomysłu, choćby za 50 zł oferowano im 100 % stopy zastąpienia za te kilkadziesiąt lat.

Jak na razie dopiero zaczynam zanurzać się w tą tematykę. O efektach moich przemyśleń nie omieszkam poinformować. Mam jednak nadzieję, że chociaż w tej kwestii zrobimy w końcu krok naprzód...
Tagi: podatki, emerytura, prawo, ofe



Najnowsze komentarze
 
2011-04-04 22:49
klimatyzacja do wpisu:
Zabawa w chowanego
czy aby, udowodniono ze podatki najuczciwiej płacą biedni
 
2011-04-04 22:47
klimatyzacja do wpisu:
Zabawa w chowanego
wyjadą do GB albo Raichu
 
2011-04-04 22:46
klimatyzacja do wpisu:
Zabawa w chowanego
albo sciągną albo nie

O mnie
 
www.podatki.edu.pl

Kategorie
 
Ogólne
 

Archiwum
 
Rok 2008